Uzależnienie od heroiny

W tym artykule przyjrzymy się bliżej grupie narkotyków, z którą stereotypowo jest utożsamiana większość osób uzależnionych: chodzi mianowicie o opiaty, do których należy m.in. heroina. W tej samej grupie są też morfina, brown-sugar (heroina do palenia), kodeina (zawarta np. w lekach przeciwkaszlowych) czy przeciwbólowe leki opioidowe (np. Tramal).

Szczególne zalety opiatów znane są ludzkości od dawna. Główną ich zaletą jest to, że uspokajają, wyciszają, działają nasennie i odprężająco, a także mają silne właściwości przeciwbólowe. Ta ostatnia cecha stała się podstawą pierwotnego sukcesu morfiny, która została okrzyknięta cudownym lekiem na wszelkie dolegliwości – zarówno ciała jaki i ducha. Jednak nie trzeba było długo czekać na to, by na światło dzienne ukazały się również skutki uboczne stosowania tejże substancji. Szybko zauważono, że osoby zażywające morfinę z czasem potrzebują  jej coraz więcej, nie mogą bez niej żyć, a jej nagłe odstawienie powoduje cały szereg trudnych do zniesienia objawów (poty, biegunka, wymioty, drżenie, bóle, stawów, mięśni i całego ciała itp.). Na podstawie tych obserwacji lekarze i farmaceuci jednoznacznie orzekli, że morfina silnie uzależnia – tak samo jak wszystkie podobne jej substancje należące do grupy opiatów. Mimo to w medycynie znalazły one dla siebie miejsce i po dziś dzień ich pozycja nie jest zagrożona. Są najsilniejszymi dostępnymi nam lekami przeciwbólowymi i doskonale spełniają swoją rolę w medycynie paliatywnej, w leczeniu bólów pourazowych i pooperacyjnych. Ale trzeba je stosować z wyjątkową ostrożnością i pod ścisłą opieką lekarza, gdyż opiaty są też narkotykami.

W Polsce na przełomie lat ’70 i ’80 XX wieku głównie dostępną substancją psychoaktywną  – poza alkoholem – była heroina (wywar ze słomy makowej tzw. kompot). Zażywano ją przede wszystkim dożylnie. To co wydaje się być warte podkreślenia to to, że narkomania i osoby uzależnione od narkotyków bardzo długo w naszym kraju były (jeśli nadal nie są) postrzegane przez jej pryzmat. Wielu Polakom narkoman wciąż kojarzy się z chwiejącym się gdzieś na dworcu w heroinowym odurzeniu brudnym, zarośniętym człowiekiem ze strzykawką w dłoni. Tak było kiedyś, gdy polski rynek narkotykowy praktycznie nie istniał. Ci, którzy mieli tendencję do uzależnień, uzależniali się od alkoholu, leków nasennych i uspokajających czy klejów i rozpuszczalników. Heroinę zażywali stosunkowo nieliczni. Przygotowywali ją samodzielnie dla siebie i znajomych, czasem sprzedawali. Uzależniała bardzo szybko – zarówno fizycznie jak i psychicznie. Powodowała ogromne szkody zdrowotne, w życiu emocjonalnym, zawodowym, społecznym i bardzo trudno było wyzwolić się z jej uścisku. Wiele osób związek z heroiną przypłaciło życiem. Ci, którym się udało przeżyć, bardzo często mają za sobą lub odsiadują wyroki, są zakażeni wirusem HCV lub HIV. 

Teraz ludzi uzależnionych od heroiny jest stosunkowo mało. Przy aktualnym szerokim asortymencie przeróżnych środków odurzających, które oferuje rynek, statystycznie niewiele osób uzależnionych po nią sięga. Obecnie ludzie używający lub uzależnieni od narkotyków wolą palić marihuanę, zażywać czystą, białą kokainę lub połykać kolorowe pigułki, niż dokonywać iniekcji. Narkomania dzisiejszych czasów i ta sprzed 40-stu lat znacznie się różnią pod względem wyglądu, estetyki i ogólnej atmosfery wokół niej panującej. Jednak nie można zapominać, że to wciąż to samo zjawisko, ta sama choroba, rozwijająca się według tych samych niezmiennych praw, tak samo uwodząca, tak samo destrukcyjna. Bo kiedyś – wracając do opiatów – zażywano dożylnie heroinę, a teraz doustnie kilkanaście tabletek przeciwkaszlowych dostępnych w aptece, w których substancją czynną jest kodeina (też opiat).